Mieszkańcy Warszawy w czasie Powstania 1944

Wstecz

Czwarta publikacja w serii wydawniczej „Z Archiwum Historii Mówionej”.

Broszura Mieszkańcy Warszawy w czasie Powstania 1944 jest montażem fragmentów pochodzących z ponad 60 relacji zgromadzonych w Archiwum Historii Mówionej byłych i obecnych mieszkańców Warszawy. Świadkowie opowiadają o momencie wybuchu powstania, o nadziejach i euforii, które temu towarzyszyły oraz stopniowej utracie wiary w sens tego zrywu; o życiu w piwnicach, głodzie, śmierci bliskich i przyjaciół… Zginęło wówczas około 150 tysięcy cywilów: w masowych egzekucjach, zawalonych domach, pożarach. Setki tysięcy przeszły przez obozy w Pruszkowie i Ursusie, by następnie trafić na roboty przymusowe do Niemiec bądź do jednego z niemieckich obozów koncentracyjnych. Zagładzie uległo też samo miasto: w czasie walk zniszczone zostało około 25 procent zabudowy lewobrzeżnej Warszawy, całe Stare Miasto. Do stycznia 1945 Niemcy wyburzyli kolejne 30 procent lewobrzeżnej zabudowy, w tym szereg cennych zabytków i instytucji.

Publikacja zawiera krótki wstęp historyczny, a także informacje o Archiwum Historii Mówionej. Jest bogato ilustrowana archiwalnymi zdjęciami, pochodzącymi przede wszystkim ze zbiorów instytucjonalnych. Liczy 76 stron. Fragmenty relacji zostały ułożone w porządku chronologiczno-tematycznym. Do publikacji dołączona jest płyta DVD z fragmentami audio i wideo, materiał ten liczy około 3 godzin.

Mieszkańcy Warszawy w czasie Powstania 1944
Wybór i opracowanie tekstów: Magda Szymańska-Szwąder
Współpraca: Katarzyna Madoń-Mitzner, Jarosław Pałka
Wybór fragmentów audio i wideo: Jarosław Pałka
Projekt graficzny broszury: Wiktor Gościcki/KOTBURY
Opracowanie programistyczne i graficzne prezentacji na płycie: Robert Radecki
Współrealizatorem projektu jest Muzeum Historii Polski w Warszawie.
Publikacja przygotowana została w ramach programu Patriotyzm Jutra.
W tej chwili tytuł jest niedostepny.

Poprzednie pozycje w serii: Od Kreuz do Krzyża: losy niemieckich i polskich mieszkańców miasta w XX wieku; Warszawa międzywojenna w pamięci jej mieszkańców; Warszawa okupowana. Relacje mieszkańców.

Wybrane fragmenty relacji wykorzystane w broszurze:

Alina Kałczyńska-Rodziewicz (ur. 1933)

Był przepiękny dzień. Cieplutko, słonecznie, ulica Freta była cała rozjaśniona. Wracałam od koleżanki, która także mieszkała na Freta, tyle że w jej szerszej części, gdzie dzisiaj jest muzeum Curie-Skłodowskiej. Na ulicy stał handlarz, z dużego wózka sprzedawał owoce i warzywa, m.in. renklody. One tak pachniały… Zatrzymałam się przy wózku i wąchałam. W pewnym momencie zrobił się niesamowity ruch na ulicy. Jakaś ogromna radość, głośne krzyki. Za chwilę z okien poszła muzyka. Przecież za okupacji nie wolno było mieć radioodbiorników! Zanim przeszłam te kilkanaście metrów do domu, ulica zmieniła się nie do poznania. To było coś niesamowitego. Wielka euforia, radość. Wszyscy się całowali, biegali, nasłuchiwali, czego się tylko dało.

Aleksandra Szulczewska (ur. 1936)

W momencie wybuchu powstania wielu ludzi nie było w domach, dopiero wracali z pracy, z miasta. Z tego powodu na przykład w naszych piwnicach na ulicy 6 Sierpnia było bardzo dużo ludzi niemieszkających w tym domu, których powstanie złapało na ulicy. Zostawili bez opieki dzieci, chorych i nie mogli do nich dotrzeć. Była wielka rozpacz z tego powodu. Siedzieliśmy w piwnicach, było nas bardzo dużo, a jedzenia mało. Któregoś dnia gruchnęła wiadomość, że ktoś ma konserwy w słoikach. Wszyscy zaczęli się w to zaopatrywać. Okazało się później, że w tych słoikach był pies – bernardyn z naszej kamienicy.

Cecylia Kozieradzka (ur. 1925)

Docieramy na Zieleniak, targowisko otoczone murem. Zanim przeszłam przez bramę, podszedł do mnie Ukrainiec i zrobił mi rewizję. Był pijany. Miał karabin z bagnetem. – Ręce do góry! Odchylił mi płaszcz i wsadził ręce w kieszenie mojego blezerka. Znalazł niklowy, składany pilniczek. Wszystkiego raptem 2,5 centymetra. Zezłościł się. Mówi do mnie: Ty bandyto! Widzę wszystko jakby w zwolnionym tempie: niski, zezowaty człowiek, bierze zamach, żeby pchnąć mnie bagnetem. W tej samej chwili czuję, jak ktoś łapie mnie za kark i wymierza kopniaka: Raus! Rzuciło mną tak, że uniknęłam bagnetu. Z Zieleniaka trafiłyśmy do Pruszkowa, do hali Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. Byłam nie tylko zmęczona, ale i wypłoszona. Taki zwierzaczek.

Andrzej Ostrowski (ur. 1938)

Żoliborz, koniec powstania. Usłyszałem szwabskie ryki przed domem. Nie znałem języka, ale emerytowany oficer, inwalida, przetłumaczył nam, że mamy 30 sekund na wyjście, bo będą nas obrzucać granatami. Oficerami byli Niemcy, ale wśród żołnierzy widziałem Azjatów – w futrzanych czapkach o czerwonych denkach z białym krzyżem. Mieliśmy przejść ogródkiem do najbliższej ulicy, gdzie był punkt zborny. Między domami była siatka i w tym czasie, kiedy nas wypędzali z piwnicy, rozpoczął się ostrzał od strony Dworca Gdańskiego. Widziałem, jak pod wpływem uderzeń pocisków otwierały się druciki tej siatki. Przede mną szedł powstaniec, który chciał wyjść z cywilami. Ojciec ubrał go w cywilne ubranie. To był chłopak szesnasto- czy siedemnastoletni, bardzo młody. Dostał postrzał. Pamiętam dokładnie: lewa ręka przestrzelona, brzuch otwarty, prawa ręka urwana. Błagał, żeby go dobić… To był dla mnie największy szok, jaki przeżyłem w czasie wojny. Chłopak, którego znałem, który dla mnie był wzorem…