Warszawa okupowana. Relacje mieszkańców

Wstecz

warszawaokupowanaTrzecia publikacja w serii wydawniczej „Z Archiwum Historii Mówionej”.

Broszura „Warszawa okupowana. Relacje mieszkańców” jest montażem fragmentów pochodzących z ponad 70 nagrań zgromadzonych w AHM, przeprowadzonych z byłymi i obecnymi mieszkańcami Warszawy. Świadkowie opowiadają o historii Warszawy, dniu codziennym miasta w czasie okupacji niemieckiej, o jego wyglądzie i atmosferze, warunkach życia, a także o różnorodnych losach i postawach warszawiaków w tamtym okresie. Znajdziemy tutaj m.in. wspomnienia o ich udziale w konspiracyjnych strukturach Polskiego Państwa Podziemnego, o represjach ze strony Niemców, a także o tragedii żydowskich mieszkańców stolicy zamkniętych w getcie i skazanych na zagładę.

Publikacja zawiera krótki wstęp historyczny, a także informacje o Archiwum Historii Mówionej. Jest ilustrowana archiwalnymi zdjęciami, zarówno amatorskimi, pochodzącymi z prywatnych zbiorów rodzinnych, jak i wykonanymi przez profesjonalistów, ze zbiorów instytucjonalnych. Wydawnictwo liczy 96 stron. Dołączona jest do niego płyta CD, na którą składają się kilkuminutowe fragmenty relacji (cały materiał dźwiękowy trwa ok. półtorej godziny).

Wybrane fragmenty relacji wykorzystanych w broszurze:

Anna Szanecka (ur. 1910)
Sprzedałam kolczyki i razem z moją znajomą założyłyśmy sklep na Brackiej 2. Najpierw to był sklep owocowo-warzywny, a potem zrobiła się z tego jadłodajnia z wypitkiem i bar kawowy. Bardzo dobrze nam szło, wiecznie było tam pełno ludzi. Dowiedziałam się potem, że to była skrzynka kontaktowa. Przychodziło pełno znajomych. Trudno powiedzieć, że było wesoło, ale jakoś się żyło. Panie z Warszawy piekły ciastka, torty i wszystko to wstawiały do nas. Znajoma sąsiadka przywoziła wędliny, szmuglowała je gdzieś spod Warszawy. Herbaty nie było w ogóle, piło się takie bardzo niedobre kostki. A kawa była – nie wiem, skąd Niemcy jej tyle mieli. Barów kawowych było w Warszawie bardzo dużo. Wiele pań zakładało bary kawowe i ludzie się tam schodzili, żeby pogadać.

Witold Bartnicki (1925-2008)
W czasie okupacji nad Wisłą była masa pływalni wpuszczonych w wodę. Dziś trudno sobie wyobrazić, jak to wyglądało: w nurt Wisły wpuszczona była jakby duża klatka. Woda wpływała z jednej i wypływała z drugiej strony. Kraty były po to, by nikt nie wypłynął na Wisłę. Tu, gdzie wchodził prąd, było najgłębiej. Tam, gdzie prąd wychodził, podłoga szła pod górę i było pół metra głębokości.
Spędzałem tam całe dnie ze stryjem, jednym z braci mojego ojca. Stryj był zapalonym brydżystą. Na słoneczku grał sobie z kolegami przy stoliku, a ja spędzałem godziny w wodzie, skakałem – przepadałem za tym. Na całej praskiej stronie Warszawy był szereg takich pływalni i basenów. Brzeg Wisły był bardzo zagospodarowany, czynny, przychodziła tam masa ludzi. Były stoliki do brydża, szatnie; było życie – również w czasie okupacji.

Izabella Horodecka (1908-2010)
Artyści potracili pracę i musieli jakoś zarabiać. Wszyscy organizowali jakieś kawiarnie i występy, o które potem miano pretensje, że tutaj ludzi rozstrzeliwano, a artyści bawili się i cieszyli…
Pamiętam, że miałam iść do pracy w kawiarni na godzinę trzecią. Akurat tego dnia była uliczna egzekucja na Nowym Świecie przy Świętokrzyskiej. Siedziałam w domu przerażona, bo nie wiadomo, kto zginął; zaraz będzie wywieszona czerwona lista rozstrzelanych – może ktoś znajomy, może ktoś z najbliższych… Ale musiałam iść do pracy. Po drodze wstąpiłam na Nowy Świat. Idąc przez Nowy Świat, nastąpiłam na trotuar, który był zasypany piaskiem – Niemcy zasypali krew ludzi, których tam rozstrzelali. I tak mi się przykro zrobiło, że przeszłam butami przez miejsce kaźni. Człowiek był już wtedy dosyć twardy wobec tych wszystkich rzeczy, mimo to zrobiło mi się bardzo przykro. Pamiętam, że usiadłam w kawiarni i jeszcze nawet nie zaczęło się przedstawienie, tylko taki pan coś grał, bardzo ładnie grał. Słuchałam tej muzyki, taka strasznie zgnębiona i czułam, że wychodzi ze mnie ta zgroza i uspokajam się wewnętrznie. Myślę sobie: Boże, jak ta muzyka łagodzi to straszne wrażenie, jakie mam w sobie…

Henryk Nowicki (ur. 1929-2009)
Mieszkaliśmy przy ulicy Nowolipki 92. I zrobili granicę z gettem dosłownie na naszym podwórku. Od razu zaczął się handel, szedł przerzut do getta, masa towarów: kartofle, zboże… Dozorca nawet rozbierał parkan i wprowadzał krowę do getta. Na początku ceny potrafiły być tam niższe niż po naszej stronie. A jak postawili granatowego policjanta, to on podobno dostawał 2 zł od worka towaru i to dalej szło przez parkan. Później trafiali się żandarmi, wtedy już zabito kilka osób. W końcu, ze względu na powiększające się getto, musieliśmy opuścić nasz dom. Zamieniliśmy się z Żydami na duże mieszkanie przy ulicy Ogrodowej, potem trafiliśmy na Krochmalną 50 i tam żyliśmy do powstania.

Warszawa okupowana. Relacje mieszkańców
Wybór i opracowanie tekstów: Magda Szymańska, Jarosław Pałka
Współpraca: Katarzyna Madoń-Mitzner, Alina Szamruchiewicz
Wybór fragmentów dźwiękowych: Maciej Kamiński
Projekt graficzny: Łukasz Langda/KOTBURYWspółrealizatorem projektu jest Muzeum Historii Polski w Warszawie. Publikacja przygotowana została w ramach programu Patriotyzm Jutra.

W tej chwili tytuł jest niedostepny.

Zapraszamy do wysłuchania audycji Polskiego Radia pod tytułem Płonące miasto, zrealizowanej na podstawie naszej broszury
www.audiohistoria.pl